cze 16, 2014

DOROŚLI I DZIECI MAJĄ SOBIE COŚ DO ZAOFEROWANIA - ALINA SZULIRZ

fot. www.freeimages.comIstnieją różne dzieci i różni dorośli. Są tacy, którzy mają ogromne zasoby i możliwości – a jednak pustkę i jakiś niepokój w życiu. Są też tacy, którzy są w beznadziejnej sytuacji, a potrafią cieszyć się drobiazgami i doświadczywszy mądrego wsparcia – nieść nadzieję tym, którym jest jeszcze trudniej.
Wychowawcy w placówkach Stowarzyszenia św. Filipa Nereusza od ponad pięciu lat pracują z dziećmi i młodzieżą metodą projektu. Projekty mają różną tematykę i zasięg – od przygotowania przedstawienia jasełkowego, organizację turniejów piłki nożnej do propagowania idei wolontariatu w hospicjach i odwiedzania pensjonariuszy w domach pomocy społecznej. Młodzież zaangażowana w realizację tych działań doświadcza silnych bodźców do osobistego rozwoju i ma duży wpływ na pozytywne zmiany w otoczeniu.

Marzenia
Grudzień można właściwie nazwać miesiącem oczekiwania. Czekamy na święta Bożego Narodzenia, na Nowy Rok, na spotkania z bliskimi, a dzieci czekają na prezenty. Rysują lub opisują swoje marzenia i wysyłają listy do „Dzieciątka" lub św. Mikołaja.

Są jednak dzieci, które nigdy nie napisały listu z prośbami... Marzeń tych dzieci nie da się kupić. Nie ma przecież sklepów z trzeźwymi rodzicami, z dobrymi ocenami, nie można kupić nowego serca dla taty, który w każdej chwili może umrzeć, ani nowych oczu dla mamy, która już prawie nie widzi. Te dzieci przed świętami wraz ze swoimi rodzicami pieką w świetlicy pierniki z kilkunastu kilogramów mąki, ozdabiają je, pięknie pakują i... wyruszają wraz z wychowawcami do domów pomocy społecznej, do samotnych i schorowanych sąsiadów na osiedlu, do noclegowni – by dodać innym otuchy i nadziei. Potem wracają szczęśliwe i poruszone radością tych, których odwiedziły. Co roku przygotowują też jasełka i kolędowanie na świetlicową Wigilię, w której uczestniczą wraz ze swoimi rodzicami i rodzeństwem. Pod choinką znajdują prezent wspólny dla całej grupy, obdarowują tych, którzy są dla nich ważni, własnoręcznie wykonanymi ozdobami.

Nie tylko czas świąt, ale w zasadzie codzienność niesie wiele sytuacji, które mogą dać dzieciom radość i budzić w nich dobre pragnienia. Wielu dorosłych wyznaje zasadę, że dobrze jest, by dziecko miało wszystko, co jego koledzy w klasie, by nie czuło się gorsze... (Od razu nasuwa się pytanie: jak będzie ono traktowało innych, którzy mają mniej?). Tymczasem niekiedy brak czegoś pozwala odkryć i doświadczyć tego, co naprawdę jest ważne. Radość spowodowana uśmiechem staruszka czy łzami obdarowanej piernikami sąsiadki porusza dzieci, rozwija ich empatię i gotowość do wchodzenia w relację z żywym, a nie wirtualnym człowiekiem. Taka radość pozostawia trwały ślad w sercach nie tylko dzieci, ale również rodziców i wychowawców, którzy im towarzyszą.
Może warto w procesie wychowywania zadbać o to, by dzieci miały przestrzeń do czynienia dobra i tworzyć je razem z nimi, może nawet uczynić to priorytetem?

Rozwój
Miłość wielu rodziców do dzieci wyraża się m.in. w inwestowaniu w ich rozwój. Pragną wyposażyć dziecko w wiedzę, umiejętności i kompetencje, by dobrze poradziło sobie w dorosłym życiu. Posyłają dzieci do najlepszych szkół w okolicy, załatwiają korepetycje, opłacają dodatkowe zajęcia. Dzieci uczą się więc języków, gry na instrumencie, uprawiania różnych dyscyplin sportu, ich czas jest wypełniony po brzegi. Zdarza się, że brakuje go na zwykłą zabawę z kolegami.
Są też dzieci, których rozwoju nikt nie wspiera. Uczęszczają do szkoły czasem przez pierwsze kilka miesięcy bez podręczników. Ale gdy są grzeczne – mogą liczyć na dopuszczającą ocenę i „przechodzenie z klasy do klasy". Gdy zaś sprawiają problemy wychowawcze i ich rozwój poznawczy jest zablokowany – szkoła jest dla nich pasmem porażek. Te dzieci jednak z wielkim zaangażowaniem realizują w świetlicy tzw. projekty edukacyjne.
Kiedyś dziewczynka nielubiąca czytać ze względu na niski stopień opanowania tej umiejętności, przy pomocy wychowawcy przygotowała zajęcia czytelnicze dla najmłodszej grupy. Sama wybrała tekst bajki. Wraz z wychowawcą uczyła się jej czytać ze zrozumieniem, a potem doskonaliła samą technikę. Pięknie przeczytała bajkę, zadawała pytania do tekstu i barwnie komentowała ilustracje. Potem przeprowadziła konkurs plastyczny, doprowadzając projekt do takiego etapu, że na zakończenie wręczyła dzieciom własnoręcznie wykonane dyplomy. Była wtedy w piątej klasie. Zdecydowała się na to działanie, bo wychowawca z grupy młodszej poprosił ją o pomoc w przygotowaniu ciekawych zajęć. Słowem, dziecko nie potrafiące czytać, weszło w rolę wychowawcy i z podjętego zadania wywiązało się świetnie. Bodźcem dla niego było to, że mogło wejść w ważną rolę, zobaczyło sens wysiłku włożonego w naukę czytania i mogło współpracować z dorosłym.

Warto wspomnieć też o projekcie, którego finałem było spotkanie klas, do których uczęszczają podopieczni Nereuszowych świetlic, z ich wychowawcami. Jego celem było wspólne oglądanie jasełek oraz udział w zabawach przygotowanych przez dzieci z placówki. Nauczyciele przeżyli szok, gdy zobaczyli swoich „mało zdolnych" i „mało grzecznych" uczniów na scenie w roli osób prowadzących konkurencje i zabawy dla gości.

W szkole rozwój dzieci opisuje się za pomocą ocen. Czasem z matematycznego punktu widzenia żadnych postępów nie ma, a jednak dzieci niepostrzeżenie, pomagając innym, wykonują swoje milowe kroki i ni stąd, ni zowąd – zapamiętują np. zasady ortograficzne, tekst wiersza lub piosenki czy tabliczkę mnożenia.

Są dzieci, które nie chodzą na treningi do klubów sportowych, bo nie mają przysłowiowych „tenisówek", nie uczą się też języków ani gry na żadnym instrumencie. Nie mają w sobie dość siły i zapału, by rozwijać swoje zainteresowania, a na motywowanie przez najbliższych nie mogą liczyć.

Te dzieci jednak chcą i potrafią we współpracy z dobrym dorosłym zorganizować olimpiadę sportową dla kilkuset dzieci czy turniej piłki nożnej dla tzw. dzikich drużyn. Lubią fotografować różne wydarzenia, a potem pokazywać je w formie ciekawych prezentacji. Kiedy wychowawca proponuje im jakąś aktywność, natychmiast pytają, czemu to będzie służyć. Nie interesuje ich kolorowanie dla samego kolorowania, czy śpiew dla samego śpiewu. Ale jeśli dowiadują się, że właśnie przygotowują wystawę albo koncert – natychmiast mobilizują wszystkie swoje siły. Te dzieci, kiedy odkryją, że coś potrafią, natychmiast chcą się tym podzielić z innymi.

Codzienność niesie za sobą wiele sytuacji, w których dzieci mogą przekonać się – niezależnie od tego, czy i jakie mają zainteresowania, jakie mają oceny w szkole, w jakim miejscu mieszkają – że są wartościowymi ludźmi. Nie wszystkie dzieci noszą w sobie geniusz muzyka, wybitnego sportowca, pisarza czy odkrywcy. Ale wszystkie mogą czuć się spełnione i potrzebne, bo noszą w sobie naturalną wrażliwości. Czy dbamy o to, by ją w dzieciach pielęgnować i rozwijać?

Otoczenie
Projekty realizowane w Nereuszowych placówkach dotyczą nie tylko pomagania ludziom, ale również zwierzętom. Projekt „Przyjaciel zwierząt" został zrealizowany, bo widzieliśmy potrzebę zmiany przekonań i postaw dzieci w tym zakresie. Kilku chłopców opowiadało, jak ich znajomi maltretują zwierzęta (psy, koty, gołębie). Wychowawca zaproponował, aby całą grupą wybrali się do schroniska zobaczyć zwierzęta, które trafiły tam z powodu ludzkiego okrucieństwa. Dzieci podczas zajęć komputerowych szukały informacji na temat instytucji pomagających zwierzętom. Następnie jeden z chłopców telefonicznie umówił grupę na wizytę w pobliskim schronisku. Tam dowiedziały się, jak można pomóc czworonogom. Potem zadeklarowały, że będą przychodzić do schroniska wyprowadzać psy na spacer. Nie zniechęcały się padającym deszczem czy śniegiem. W końcu opracowały gazetkę „Przyjaciel zwierząt", którą w różnym miejscach sprzedawały i z której dochód przeznaczyły na zakup karmy. Wartością dodaną tego projektu stało się również to, że dzieciaki w ramach niedzielnych spacerów zabierały ze sobą do schroniska rodziców, z którymi wyprowadzały psy. Jedna z mam zdecydowała się nawet na wolontariat i systematyczną pomoc zwierzętom.

Ciekawą inicjatywą starszych dzieci w placówce był też projekt „Dla siebie, dla innych, dla świata". Najpierw same wybrały ich zdaniem najważniejsze tematy z dziedziny ekologii, zgłębiły je, aby na koniec przedstawić w formie zajęć pozostałym dzieciom w świetlicy. Recykling, oszczędzanie prądu i wody – to zagadnienia, nad którymi pracowano w małych zespołach, indywidualnie i całą grupą, próbując przedstawić je za pomocą plakatów, prezentacji lub scenek. Dzieci spisały wszystkie korzyści i straty wynikające z ochrony środowiska, następnie zastanawiały się, w jaki sposób w placówce i w domu mogą dbać o środowisko i jak przekonać do tego młodszych kolegów. Zdecydowały, żeby zacząć od... oszczędzania wody i prądu, a także zbierania makulatury. Starsze dzieci spotkały się więc z młodszymi kolegami i przekonały ich do swojej idei, zorganizowały też dla nich konkurs plastyczny. Wcześniej odwiedziły Wydział Gospodarki Komunalnej i Ochrony Środowiska Urzędu Miasta, by dowiedzieć się, czym się zajmuje i jak można z nim współpracować. Projekt zakończył się wyjazdem dzieci do sklepu, gdzie zakupiły plastikowe pojemniki do segregacji śmieci i baterii i dały instrukcję, jak z nich korzystać.

Rodzice
Wielu rodziców wychowywanie dzieci uważa za swoją życiową misję i angażuje w nie wszystkie swoje zasoby: emocji, umiejętności, dóbr materialnych, wspierając się często dobrymi doświadczeniami z okresu własnego dzieciństwa. Zapraszają też do współpracy najlepszej klasy specjalistów i nauczycieli. Wydaje się, że mają wystarczające zasoby, żeby wychować dzieci na odpowiedzialnych i dobrych ludzi. Z perspektywy czasu niektórzy przyznają, że popełnili wiele błędów, za które cenę płacą ich dorosłe już, ale nieszczęśliwe dzieci.

Są też rodzice, którzy nie potrafią myśleć o rozwoju dzieci, koncentrują się bowiem na tym, by mieć je czym nakarmić, za co wykupić lekarstwa i mieć czym ogrzać mieszkanie zimą, by nie zamarzły. Dodatkowo, poranieni wieloma traumatycznym wydarzeniami, nie zaznawszy miłości w dzieciństwie – nie umieją jej okazywać i przekazywać dzieciom, nie wspominając o zaufaniu i wierze w ludzi. Dla tych rodziców rodzicielstwo jest trudnym wyzwaniem. Ci rodzice potrzebują najpierw doświadczyć szacunku, zainteresowania, troski, życzliwości – by móc dać je swoim dzieciom. Czasem ich dzieci pomimo wszystko wyrastają na szczęśliwych ludzi...

Istnieją różne dzieci i różni dorośli. Są tacy, którzy mają ogromne zasoby i możliwości – a jednak pustkę i jakiś niepokój w życiu. Są też tacy, którzy są w beznadziejnej sytuacji, a potrafią cieszyć się drobiazgami i doświadczywszy mądrego wsparcia – nieść nadzieję tym, którym jest jeszcze trudniej.

Przypomina mi się w tym momencie prawie niewidząca, samotna matka wychowująca czwórkę dzieci w jednym pokoju z kuchnią i bez ubikacji, która bez chwili namysłu przyjęła pod swój dach dwoje następnych, gdy ich rodzinie spłonęło mieszkanie. Albo matka piątki dzieci, która zastawiła w lombardzie złote kolczyki, żeby pożyczyć sąsiadce na lekarstwo dla dzieci.

„Trzeba, by rodziny zacieśniały między sobą więzy solidarności. To właśnie określa ponad wszystko wspólną zasadę wychowawczą: rodzice wychowują się dzięki innym rodzicom, a dzieci dzięki innym dzieciom".
Może warto poddać refleksji te słowa Jana Pawła II i zastanowić się, co one oznaczają? Z pewnością wszyscy, i dzieci, i dorośli, mamy sobie coś do zaoferowania, potrzebne jest tylko otwarcie się i przepływ między nami.

Alina Szulirz
Pedagog, socjoterapeuta, kierownik Spcjalistycznej Placówki Wsparcia Dziennego bł. ks. J. Czempiela w Rudzie Śląskiej

Bibliografia
Karasowska A., Szulirz A., Projekt jako metoda korygowania zaburzonych zachowań dzieci, cz. I, „Remedium" nr 10/2008.
Karasowska A., Szulirz A., Projekt jako metoda korygowania zaburzonych zachowań dzieci, cz. II, „Remedium" nr 11/ 2008.
Karasowska A., Jakie nadzieje możemy wiązać z metodą projektu?, „Remedium" nr 12/2008.


Świat problemów Maj 2013


http://www.swiatproblemow.pl/grafika/winieta.jpg